perspektywa
z perspektywy wszystko wygląda inaczej
perspektywy są rózne...
moje życie i ostatnie wydarzenia, widzę teraz z róznych perspektyw, a moja niekoniecznie jest uniwersalna
jest ciekawe, ze istotą zrozumienia niektórych spraw, które do tej pory niezrozumiałe pozostawały, był jeden dzień, zachowanie moje, trzech innych osób oraz kilka tak zwanych zbiegów okoliczności
zbieg okoliczności1: zaginęły moje okulary do chodzenia w, podjąłem więc działania w celu wydania dużej ilości pieniędzy na nowe. miałem wyjść z pracy o normalnej porze, żeby je zamówić, ale z przyczyn różnych miałem obsuwe ponadgodzinną, oczywiscie wkurw obowiązkowy. 5 minut po wyjściu z pracy zadzwonił kolega, że znalazł zagubione okulary, co oszczędziło mi wydania dużej ilości pieniędzy. wniosek1 - nie ma tego złego,co by na dobre nie wyszło
osoba1: wybrałem się póżniej z koleżanką z pracy (ja+14 lat), z która jesteśmy podejrzani o posiadanie romansu, do sklepu po szaliki i czapki. dwoje przyjaciół, nic więcej, dobra zabawa, troche wygłupów, nie przejmujemy się tym co myslą inni (a ona ma męża, a ludzie sa uprzemi). I tu spotykamy kilka znajomych osób (zbiegi okoliczności 2, 3 i 4). ale o co chodzi? otóż nie do końca wiadomo. zobaczyłem w oczach koleżanki strach. strach przed konsekwencjami średniego miasta, strach przed byciem obmówionym, podejrzanym, zagrożenie ostracyzmem, i co w ogóle ludzie powiedzą. irracjonalne. wydawało jej się, ze jest twarda, ale wystarczyło spotkać kilka osób z pracy, żeby zmiękła i poddała się. siła plotki. wniosek2 - są sytuacje, kiedy wystarczy ziarno wątpliwości i 3 dkg presji społecznej, żeby poddać ciężkiej próbie, lub nawet spowodować rezygnację z czegoś dobrego, słusznego i pięknego - uczucia.
Osoba2: sostra osoby1, notabene partnerka nr2, która była z nami zbiegiem okoliczności 5, pięknie zagrała rolę bycia dla mnie tą ważniejszą, spychając siostrę podejrzaną do roli przyzwoitki. wniosek3 - rodzina, ach rodzina, wniosek4 - czasem nie warto na siłe łamać konwenansów i burzyć systemu, ponieważ może się okazać, że ucierpi jedynie ta druga osoba oraz wniosek5 - czasem nie potrzebujemy aniołów, wystarczą ludzie
pozornie prozaiczne, ale akurat potrafiło to rozwiązać 5 wewnętrznych konflitów trawiących moje wątpia
perspektywa pozwala przemyśleć pozornie prozaiczne przyczyny porażek, powodując przemianę postrzegania punktowego poprzez połowiczne, po pełne
paradoksalne
pozdrawiam
blaz
to upić sie warto
i tu chcialem napisać, że właśnie wysanczam kolejny kieliszek zacnego brendziaka, ale literkami nie da się wyrazić tego pięknego akcentu niedokonania w słowie wysanczam (tj. jak we: włanczam, zdanżam), pozostaje wyobraźnia słuchowa
wszystko co dobre, kiedyś się kończy
wszystko dobre, co kiedyś sie kończy
kiedyś wszystko sie kończy, dobre, co?
tak to i mój urlop uległ nagłemu zgonu, dopiero się był zaczynał, a tu normalnie już... stąd i nagła zmiana mojego opisu gg na "ostatni dzień urlopu. przechodniu pochyl się nad mizerią mego losu."
wiecie jak to jest zmarnowac cały urlop? nie zrobić przez ten czas nic konkretnego, niczego nie zacząć, niczego nie dokończyć?
otóż zajebiście, po to właśnie on jest.
wynudziłem się setnie, momentami z nicnierobienia zaczynała mnie kurwica podgryzać, ale nie skalałem się robotą.
wiadomo, że nieróbstwo ma swoje plusy dodatnie i ujemne, więc jak przez ostatnie dwa dni urlopu pochodziłem po niskich górkach, tak przez następne trzy dni nogi bolały mnie jak cholera, a uprzedzam, że dziś był dopiero dzień drugi
urlop ma jednak pewne ciemne strony, o których się mówi rzadko. w trakcie samotnego urlopu ma się zbyt dużo czasu na myślenie, bo się go ma mniej na pracę i bycie zmęczonym po pracy. dopadło mnie to po raz kolejny, dopadło z siłą zdwojoną, bo tym razem miałem nad czym mysleć. jak wiadomo niektórym z czytających, a niektórym nie wiadomo, choć to nie problem, żeby się dowiedzieć, związki generalnie mi nie wychodzą. rozpiętość inwektyw, epitetów oraz obelg potocznych, jakie można o mnie usłyszeć od moich z przeproszeniem byłych, jest dośc duża. stąd też teoria spiskowa, dość problematycznie uknuta, że to, czego mi potrzeba do szczęscia, to kobieta cokolwiek ode mnie starsza. nie chodzi o mamę, ani o erzac mamy. mama mi nie jest potrzebna, nie miałem z nia problemów większych niz trzeba, ani też mniejszych niż wydaje się to konieczne. kobieta ciut starsza, która sobie ze mną po prostu poradzi, z moją apodyktycznościa i tendencją do rządów, będzie umiała powiedzieć nie i tupnąć nogą.
była taka
wydawało się, że będzie
i tu okazało się, że nawet jeśli dwoje chce naraz, to największy ambaras może być zupełnie gdzie indziej
to ja już może wrócę do pracy. będę miał mniej czasu generalnie, że juz nawet nie wspomnę o tym, o czym nie wspomnieć właśnie chciałem obiecać
jedno co warto
blaz
czyli chwalic sie nie będziemy, a jedynie korzystać z efektów pochlebstw innych...
Bardzo mi się udało dzisiaj, otóż wychwyciłem kwiatka - znajomy pan, około 55 lat, mówi do swojej bratanicy, która wybierała się na zjęcia chóru: "Idź i rozgrzej się porządnie, jak wrócisz walniesz nam tu jakąś aryjkę." Na to ja: "Sam bym chętnie jakąś Aryjkę walnął." Ot i effekt - nie sugerując się wielką literą 5 osób spadło z krzeseł, pozostałe pozostały nietknięte.
A tak zupełnie z innej beczki:
Dżizas, kurwa, ja pierdolę, cytując za jednym z ulubionych bohaterów. Bracie i siostro, o wyznawcy zawodu, który uprawiamy samotrzeć w sensie dosłownym tudzież przenośnym, byle dalej gdzie lepiej płacą. Czy was to juz wszystko opuściło, bo pana boga to ja już dawno nie wymieniam, bo on już dawno... Co się musi wydarzyć, żeby coś się zmieniło? Ostatni miesiąc, nie licząc księżyca, miałem tak przejebany, kurwa, niech sobie tylko przypomnę, że w przedostatni dzień pracy myślałem, że kogoś naprawdę na miejscu ukatrupię jeśli podejdzie bliżej niż na 4 metry. (Tu wypada zaznaczyć, że 4 jest cyfrą wybraną losowo, wszelkie podobieństwo jest czysto przypadkowe.) Toż to w sezonie urlopowym nie jest do przerobienia, zarżnięcie się własną pinezką jest cokolwiek łagodną karą...
Polżyłem sobie, więc i mogę wrócić do niezbyt pięknych stylistycznie, czy coś, acz miłych *i eloquentnych (przyp. aut.) gadek.
Jestem w trakcie pierwszego dnia urlopu, na gg umiesciłem opis: "Gary na urlopie. Uprasza się mnie nienawidzieć w godzinach pracy."
O co i was wszystkich proszę.
Pozdrawiam
blaaaz
ale jakiś taki niesmak pozostał...
to może tak dla wprowadzenia:
kolega dzwoni do kolegi:
- krzysiu, ja mam do ciebie taką prośbę, wiesz, nie obraź się, ale nie przychodź więcej do nas, nie odwiedzaj nas już
- ale stary, no co ty? co się stało?
- wiesz, po ostatniej twojej wizycie zginęło nam dużo pieniędzy...
- ale stary, no co ty! chyba nie sądzisz, że ja je wziąłem, przecież ja bym ci nigdy czegoś takiego nie zrobił!
- wiesz, ja wiem, że to nie ty, te pieniądze sie w końcu znalazły, tylko wiesz, taki niesmak pozostał...
mam niesmak
może nie taki niesmak jak niesmak, ale jednak niesmak. zniesmacznie porównywalne jedynie ze śledziami w czekoladzie czy też z wątróbką z sosem truskawkowym.
hipokryzja (Na stronie: Daruj sobie komentarz adremowy.) w stasunkach między ludźmi, w zasadzie między dwojgiem ludzi, w sensie niezależnych wydawać by się mogło bytów intelektualnych, a nawet emocjonalnych
bo ja cóś nie rozumiem...
po co się zmuszać do czegoś, czego sie nie chce, nie pragnie, nie zależy na i w ogóle na nie... hę? po kiego? po co komuś mydlić oczy, jeśli się od razu wie, że to nie to?
i ponad wszystko nie pojmuję, jak można się samemu do czegoś na siłę przekonywać i przed samym sobą udawać?
na szczęście nie wszyscy mają tak poprzestawiane w główce jak ja, w związku z czym można być spokojnym o los miliardów małżeństw na tej planecie.
jak mi przejdzie, to wam powiem...
blaz